Widok z góry na drewniany stół w biurze podczas biznesowych negocjacji o podwyżkę.

Jak przygotować rozmowę o podwyżce, żeby szef nie mógł powiedzieć nie

Vincent SikoraWyświetlenia: 128
Podwyżkę dostaje ten, kto ją przygotował. Trzy argumenty, jeden dokument, piętnaście minut rozmowy - konkretny plan przed spotkaniem z szefem.

Streszczenie

Większość facetów prosi o podwyżkę bez przygotowania i dostaje odmowę. Ten artykuł pokazuje, jak w 2 godziny zbudować dokument z trzema argumentami, który zamienia prośbę w negocjację. Dostajesz gotowy schemat rozmowy na 15 minut i listę błędów, które zabijają szansę na starcie.

Spis treści

Kiedy ostatnio poprosiłeś o podwyżkę - i ile czasu poświęciłeś na przygotowanie?

Większość facetów nigdy nie poprosiła. A ci, którzy prosili, zrobili to w najgorszy możliwy sposób: weszli do gabinetu szefa, powiedzieli „chciałbym zarabiać więcej” i czekali, aż coś się stanie.

Nic się nie stało.

Teza: Podwyżkę dostaje ten, kto ją przygotował - nie ten, kto na nią czeka.

Hipoteza: Jeśli przed następną rozmową z szefem poświęcisz 2 godziny na przygotowanie dokumentu z trzema argumentami, zamienisz prośbę w negocjację - a negocjacje mają wynik.

Dlaczego „zasługuję” to najsłabszy argument

Zacznijmy od diagnozy. Typowa rozmowa o podwyżkę wygląda tak:

  • Szefie, pracuję tu już dwa lata i myślę, że zasługuję na podwyżkę.
  • Doceniam twoją pracę, ale teraz nie mamy budżetu. Wrócimy do tego za kwartał.

Koniec rozmowy. Dlaczego?

Bo „zasługuję” to argument emocjonalny. Szef nie podejmuje decyzji o pensjach na podstawie tego, kto na co zasługuje. Podejmuje je na podstawie trzech rzeczy: co tracą, jeśli odejdziesz; ile kosztowałoby twoje zastąpienie; i czy mają budżet. Twoje poczucie sprawiedliwości nie jest jedną z nich.

To nie znaczy, że jesteś niedoceniany. To znaczy, że grasz w grę, w której nie znasz zasad.

Zasady są proste. Szef musi uzasadnić podwyżkę przed swoim szefem. Daj mu argumenty, które może powtórzyć na górze, a przestanie mówić „nie mamy budżetu”.

Trzy rzeczy, które musisz wiedzieć przed rozmową

Zanim otworzysz usta, potrzebujesz trzech liczb. Bez nich nie negocjujesz - prosisz.

1. Twoja wartość rynkowa.

Wejdź na portale z ogłoszeniami o pracę. Znajdź 5-8 ofert na stanowisko takie jak twoje, w twoim mieście. Zapisz widełki z ogłoszeń i wyciągnij z nich średnią. To jest twoja kotwica - liczba, od której zaczyna się rozmowa, nie od „chciałbym więcej”.

Przykład: Średnia dla twojego stanowiska w twoim mieście to 8 200 - 10 500 na rękę. Jeśli ty dostajesz 7 000, to nie jest prośba o podwyżkę - to wyrównanie do realiów rynkowych.

2. Twoja lista dowodów.

Otwórz maila. Znajdź 3 konkretne rzeczy, które zrobiłeś w ostatnich 6 miesiącach i które przyniosły firmie zysk lub oszczędności. Nie opowiadaj, że „byłeś zaangażowany”. Rzucaj faktami:

  • „Poprowadziłem ważny projekt dla klienta X do samego końca i oddaliśmy go przed czasem”
  • „Szkoliłem dwóch nowych pracowników, dzięki czemu szybciej zaczęli zarabiać dla firmy”
  • „Wziąłem na siebie obowiązki Maćka, kiedy poszedł na długie zwolnienie”

Jeśli nie masz takich przykładów - to znak. Najpierw zacznij robić rzeczy, które widać, a dopiero potem idź po pieniądze. Wrócimy do tego za 3 miesiące.

3. Twoja dolna granica.

Ile musisz dostać, żeby zostać i nie czuć się oszukanym? Nie ile chcesz - ile musisz. Jeśli nie wiesz, na jaką najmniejszą kwotę możesz się zgodzić, to szef sam ją ustali. I na pewno będzie niska.

Zapisz te trzy liczby na jednej kartce: rynek, dowody, minimum. To jest twój dokument. Ma zmieścić się na jednej stronie A4.

Jak poprowadzić rozmowę w 15 minut

Rozmowa o podwyżkę nie jest spontaniczna. Umawiasz się na spotkanie. Mówisz: „Chciałbym porozmawiać o mojej roli w firmie i wynagrodzeniu. Czy możemy znaleźć 20 minut w tym tygodniu?” Nie na korytarzu, nie w kuchni, nie na imprezie firmowej.

Schemat rozmowy:

Kontekst. „Pracuję tu od X miesięcy. W tym czasie zrobiłem A, B i C. Chciałbym porozmawiać o tym, jak moje obowiązki wyglądają teraz w porównaniu do tego, na co umawialiśmy się na początku.”

Argumenty. Dajesz trzy dowody ze swojej listy. Konkretne, z liczbami. Nie opowiadasz historii - podajesz fakty. „Szkoliłem dwie nowe osoby, co zajęło mi sporo czasu, ale teraz działają samodzielnie i dowożą projekty.”

Propozycja. „Na podstawie tego, co robię, i obecnych stawek na rynku, proponuję zmianę pensji na X złotych.” Podajesz konkretną liczbę.

Cisza. Tu większość facetów mięknie. Rzuciłeś kwotę, szef milczy, więc ty chcesz ratować sytuację i mówisz „ale rozumiem, jeśli nie dacie rady”. Nie odzywaj się. Kto pęknie i odezwie się pierwszy po rzuceniu kwoty, ten przegrywa negocjacje.

Jeśli szef powie „muszę pogadać z szefostwem” - to super znak. Znaczy, że traktuje cię poważnie. Ustal konkretny termin: „Okej, kiedy mogę spodziewać się decyzji?”

Trzy błędy, które zabijają szansę na starcie

Błąd 1: Groźba odejścia, gdy blefujesz. Szef wyczuje ściemę. Jeśli chcesz zagrać kartą „odejdę”, musisz mieć odłożone pieniądze na 3 miesiące życia albo inną pracę w zanadrzu. Inaczej wymachujesz pustą bronią.

Błąd 2: Porównywanie się z kolegą. „Marek z działu obok dostał 2 tysiące więcej.” To nie jest argument, to zwykłe skarżenie się. Szef nie będzie z tobą rozmawiał o pensji Marka. Jedyny punkt odniesienia to średnia rynkowa z ogłoszeń.

Błąd 3: Zły moment. Nie proś o kasę, gdy firma ogłasza cięcia. Nie proś w poniedziałek o 9:00, gdy szef próbuje ogarnąć pożary. Najlepszy moment to czwartek po południu, najlepiej tydzień po tym, jak dowiozłeś dobry projekt. Ludzie są luźniejsi przed weekendem.

Co zrobić w ten weekend

  1. Sprawdź stawki. Wejdź na portale z pracą, znajdź 5 ofert na swoje stanowisko w swoim mieście. Spisz widełki i wylicz średnią.
  2. Wypisz 3 konkrety. Przejrzyj maile i notatki z ostatnich 6 miesięcy. Znajdź 3 rzeczy, które zrobiłeś dobrze dla firmy. Skróć je do jednego zdania każdą.
  3. Ustal minimum. Ile musisz dostać na rękę, żeby zostać z uśmiechem na twarzy? Jedna kwota. Zapisz to.

Te trzy rzeczy zajmą ci godzinę. Po tym czasie będziesz wiedział, czy masz twarde argumenty, czy najpierw musisz się wziąć do pracy.

FAQ
A co jeśli szef powie, że nie ma budżetu?

Mówisz: „Jasne. Kiedy otworzą się budżety i co dokładnie muszę zrobić do tego czasu, żebyś mógł przekonać górę do mojej podwyżki?” Zmuszasz go do podania konkretnych warunków. Jeśli kręci - to nie jest problem budżetu, tylko tego, że nie widzi w tobie wartości. Musisz zacząć dowodzić lepsze wyniki.

O ile więcej powinienem prosić - 10%, 20%?

To zależy od rynku. Jeśli zarabiasz o 30% mniej niż średnia w innych firmach, to wyrównanie o 20% jest logiczne. Jeśli zarabiasz normalnie, ale po prostu chcesz więcej, bo robisz trudniejsze rzeczy - standardem jest około 10%. Jeśli chcesz 30% więcej z samego faktu, że długo pracujesz - musisz poprosić o awans na wyższe stanowisko.

Czy muszę mieć ofertę pracy z innej firmy w kieszeni?

Nie musisz, ale to bardzo pomaga. Wiesz, że masz dokąd pójść, więc nie stresujesz się odmową. Pamiętaj tylko, że jeśli jedynym sposobem na wymuszenie podwyżki jest szantaż odejściem, to powinieneś się zastanowić, czy w ogóle chcesz tam dalej pracować.

Odmówił mi. Co robić?

Poproś go o plan działania: „Czego oczekujesz ode mnie przez najbliższe pół roku, żebyś mógł dać mi tę podwyżkę?” Zapisz to. Wróć do niego równe 6 miesięcy później z dowodami, że spełniłeś warunki. Jeśli znowu wymyśli wymówkę - wiedz, że po prostu gra na czas. Wtedy szykujesz CV na poważnie.